|
Wywiad: Anna Borowiak
2010-01-31 11:45:07
|
Fundacja była moim marzeniem, a stała się pasją - mówi Anna Borowiak, Inowrocławianka.pl lutego. fot. JŚ | "Mi się udało, chcę podzielić się z innymi" - to zdanie jednego z darczyńców Fundacji "Feniks", które jest jednocześnie mottem życiowym jej założycielki, Anny Borowiak. Zodiakalna panna, ma 39 lat, a jak sama mówi, czuje się na osiemnaście. Pomimo tego, że wiele w swoim życiu przeszła jest zawsze uśmiechnięta, przebojowa, odważna, uparta i przedsiębiorcza. Ale przede wszystkim wie, że chce pomagać tym najbardziej potrzebującym.
Na początek może proszę podzielić się tym, jak spędziła Pani sylwestra w tym roku? Czy Nowy Rok zaczął się pomyślnie?
Sylwestra spędziłam na Placu Wolności w Poznaniu, "w najjaśniejszym mieście w Polsce", bo właśnie tak zachęcała wszystkich informacja zamieszczona w Internecie. Chcieliśmy w tym roku spędzić sylwestra inaczej. Nie na balu, czy w domu, więc pojechaliśmy na imprezę otwartą do Poznania. Miasto to jest mi bardzo bliskie. Mamy tam rodzinę, mały biznes, poza tym mój narzeczony tam studiował, a syn teraz tam pracuje. Do stolicy Wielkopolski jeździmy - już tradycyjnie - celebrować 11 listopada, dzień św. Marcina. Jest to święto ulicy, więc odbywają się tam różne imprezy, jest również pokaz fajerwerków. Atmosfera jest naprawdę fantastyczna. Dlatego jadąc tam na sylwestra spodziewaliśmy się czegoś podobnego. Jednak po dotarciu na miejsce okazało się, że nie ma tam żadnej imprezy masowej. Poza tym sami miejscowi zatrzymywali nas i wypytywali, kiedy zacznie się w końcu coś dziać.
Skończyło się na tym, że tańczyliśmy, do muzyki jednej z lokalnych stacji radiowych, która rozbrzmiewała z trzech kolumn wystawionych na Placu.
Potem oczywiście wspomniane już fajerwerki. Doskonale pamiętam jedne z nich, bo wyjątkowo mi się spodobały. Były to niebieskie światełka, które wystrzelone w niebo, układały się w kształt serduszka.
A czy rok zaczął się pomyślnie? Tak. Mówi się, że jaki Nowy Rok, taki cały rok. Mnie przywitano śniadankiem do łóżka, był spacer, a potem wygrzewanie się przy kominku.
Jest Pani znana przede wszystkim ze swojej działalności dobroczynnej. Proszę przypomnieć od kiedy fundacja działa w Inowrocławiu?
Fundacja działa od 3 lipca 2008 roku. Ale już wcześniej pomagałam i udzielałam się społecznie. Za namową rodziny postanowiłam założyć własną fundację.
Więc pomysł narodził się wspólnie?
Tak. W zasadzie to najbardziej namawiał mnie mój narzeczony. Przekonał mnie, że otwarcie fundacji to przede wszystkim niesienie pomocy innym, ale jest to również okazja na zrobienie czegoś dla siebie. Trzeba przecież przysiąść i nauczyć się wszystkiego, bo jeśli się już coś robi, to należy robić to dobrze. Wcześniej w ogóle nie miałam pojęcia o tym, jak zakłada się np. taką fundację.
Teraz wszystko już jest na pewno jasne?
Tak. Teraz wiem, jak bardzo nieświadoma swoich praw byłam. Kilka razy doświadczyłam ignorancji ze strony urzędników, którzy traktowali mnie jak szarego, nie znającego przepisów człowieka. I owszem, taka właśnie byłam, nieświadoma, ale nie oznacza to, że gorsza. Dopiero Włodek, mój narzeczony, który zaczął studiować Kodeks Postępowania Administracyjnego uświadomił mi, że to urzędnik jest dla nas, a nie odwrotnie.
Dziś wchodząc do jakiegokolwiek pomieszczenia w urzędzie nie pukam do drzwi. Ponadto, jeśli ktoś mówi mi, że nie mogę tam wejść, natychmiast proszę o podanie przyczyny. Naprawdę, znając prawo, żyje się o wiele wygodniej, łatwiej.
A nazwa fundacji? Czy ma ona jeszcze jakieś inne znaczenie oprócz symbolicznego?
Nad nazwą zastanawiam się dość długo, ale wymyśliłam ją sama. Chciałam żeby ten feniks nigdy nie upadł. Nawet jeśli będę miała jakieś chwile zawahania to wiem, że ten feniks zawsze odrodzi się z popiołów, czyli że ona - fundacja, zawsze będzie.
Włodek, pani narzeczony. Wygląda na to, że wiele pani mu zawdzięcza. Kiedy się poznaliście?
Poznaliśmy się w 2000 roku. Włodek pokazał mi lepszą stronę życia. Pozwolił zrozumieć, że człowiek może żyć skromnie, ale godnie. Nie możemy dopuścić do tego, żeby inni sprawili, że będziemy źle się czuli sami ze sobą. Trzeba stawiać sobie cele i mieć głowę zawsze uniesioną wysoko.
Dlaczego angażuje się pani w taki rodzaj działalności? Czy sama musiała pani kiedyś prosić innych o pomoc?
Wiem jak to jest być samotną matką, doświadczyłam biedy. Potrafię zrozumieć ludzi biednych, zagubionych. Patrząc na tych ludzi, zawsze przypominam sobie, że ja sama kiedyś szukałam wsparcia i pomocy. Mi się udało i wiem, ze można żyć inaczej, lepiej. Dlatego chcę pomagać. Wiem również, że jeżeli ktoś jest biedny, nie znaczy to, że jest wykluczony społecznie.
Więc ma pani dzieci?
Tak. Mam dwójkę dzieci z pierwszego małżeństwa - syna Łukasza, który ma 20 lat oraz osiemnastoletnią córkę Kasię. Oboje bardzo mi pomagają.
Prowadzenie fundacji pochłania z pewnością większość pani czasu wolnego. Co na to pani rodzina?
Cała rodzina jest bardzo zaangażowana i działa na rzecz fundacji. Czasami mają mi za złe, że jestem nieobecna przy stole i nie możemy wspólnie zjeść obiadu, bo akurat dopisuję coś na komputerze. Jednak zawsze mogę na nich liczyć. Włodek dodatkowo asystuje mi jako kierowca. Odwiedza ze mną każdą rodzinę. Czasami przychodzi pracować nam w niekomfortowych warunkach i troszkę sobie marudzimy. Ostatnio Włodek okropnie zmarzł, czekając na wolontariuszy, bo akurat wtedy zaczęła się fala mrozów. Ale rekompensatą jest wdzięczność rodzin, które obdarowujemy. Ich łzy wzruszenia, czasami rzucają się nam na szyje, uśmiechają się. Tego nie da się opisać. Właśnie te przeżycia towarzyszą nam przez cały rok i wiemy, dlaczego warto jest trwać w tym, co robimy. To jest wystarczająca zapłata.
A czy znajduje Pani czas na jakieś hobby?
Tutaj akurat uważam się za szczęściarę. Moim hobby jest fundacja. Robię to, co lubię. Traktuje to bardzo poważnie, bo fundacja jest moim "dzieckiem". Stworzyłam ją od podstaw i obserwuję jak się rozwija. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że uda nam się tyle osiągnąć w tak krótkim czasie.
Zauważyłam, że po domu krząta się jeszcze jeden członek rodziny. Czworonożny.
To jest moje drugie "dziecko", Dora. Dostałam ją w prezencie imieninowym. Była czterotygodniowym szczeniaczkiem. Uznała mnie za swoją mamę i ona również bardzo przeżywa, kiedy nie mogę poświęcić jej całej uwagi. Ale jest moją ulubienicą, robimy nawet razem pranie, czasami bardzo przydaje się również przy pracach w ogrodzie. Jest członkiem naszej rodziny od ponad 2 lat.
Fundacja jest tuż po przeprowadzeniu akcji "Szlachetna paczka". Czy przeprowadzacie jeszcze jakieś inne akcje?
Fundacja pomogła w tym roku 21 rodzinom właśnie dzięki akcji "Szlachetna paczka". To ogromny sukces. Nie spodziewałam się, że znajdziemy tylu darczyńców. Bardzo trudno jest dotrzeć do tych najbardziej potrzebujących rodzin, ale jeszcze trudniej jest znaleźć darczyńców. Szlachetną paczkę organizujemy razem ze Stowarzyszeniem Wiosna z Krakowa i to ułatwiło sprawę, bo wszystkie informacje dla ofiarodawców umieszczone są na ich stronach internetowych.
W tej chwili to jedyna taka akcja, o zasięgu ogólnopolskim. Poza tym organizujemy jednorazowe przedsięwzięcia.
Oczywiście chcielibyśmy pomagać ludziom przez cały rok. Być może będzie to możliwe dzięki temu, że udało nam się zdobyć statut organizacji pożytku publicznego.
Oznacza to, że rozliczający się za ubiegły 2009 rok podatnicy, będą mogli podarować nam 1% podatku dochodowego.
W takiej sytuacji będzie jeszcze więcej pracy. Kto pomaga pani w prowadzeniu fundacji?
Oprócz rady i zarządu fundacji, są oczywiście wolontariusze - moja największa siła. Ja zajmuję się sprawami organizacyjnymi, oni natomiast odwiedzają rodziny i skrupulatnie sprawdzają czy rzeczywiście są to osoby, które potrzebują naszej pomocy.
Nawet wtedy, kiedy praca przeciąga się do późnych godzin nocnych, bo np. padł serwer, mogę na nich liczyć.
Podczas zebrań wszyscy mają szansę na wyrażenie swoich myśli, pomysłów, co usprawnia działalność fundacji.
Ilu wolontariuszy pomaga w fundacji?
Mamy aż 25 wolontariuszy w wieku od 18 do 25 lat.
Czy każdy, według pani, może otworzyć fundację? Jakimi cechami powinna wyróżniać się taka osoba?
Jednym słowem tak, każdy może otworzyć fundację. Kwestia formalna wygląda podobnie jak przy otwieraniu każdej innej działalności gospodarczej. Trzeba zapoznać się i poradzić sobie z obowiązującymi przepisami. To przede wszystkim. Otwarcie fundacji wiąże się oczywiście z kosztami i to nie małymi. Natomiast jeśli miałabym wyliczyć, jakie cechy powinna mieć taka osoba to: powinna być dobra, szlachetna, przedsiębiorcza, odważna, odpowiedzialna. Powinna też posiadać cechy managerskie, umieć wyznaczać sobie cele i być dobrze zorganizowana. Odpowiednio rozpisany plan też pomaga.
I taka właśnie Pani jest?
Ciągle odkrywam w sobie nowe cechy.
Co jeszcze pomaga?
Wiara w siebie i chęć sprawdzenia siebie, razem tworzą najlepszą motywację. Towarzyszyła mi ona od samego początku, postawiłam na konsekwentność i udało się. Otworzenie fundacji to nadzieja dla wielu osób. To wielka odpowiedzialność i trzeba w niej trwać. Jeśli ja siebie zawiodę to nikomu krzywdy nie zrobię, ale jeśli nie będzie mnie dla nich, tych potrzebujących, prowadzenie fundacji nie będzie miało sensu. Na koniec najważniejsze: wsparcie rodziny.
Wygląda na to, że otwierając fundacje trzeba również liczyć się z faktem, że to działalność na cale życie...?
Fundacji nie można tak po prostu zamknąć. Oczywiście może ona przestać istnieć, zgodnie ze statutem, jeżeli np. wyczerpią się środki. Jednak osoby które posiadają wyżej wymienione przeze mnie cechy wiedzą, że środki zawsze się znajdą. Poza tym zlikwidowanie fundacji ściśle wiąże się z decyzjami sądu, co za tym idzie z wysokimi kosztami. Nie wyobrażam sobie, że pewnego dnia miałabym zaprzestać pomagania innym. To tak, jakby pozbyć się własnego dziecka, bo jak już wspominałam fundacja jest, jak moje dziecko.
Czy i jak można do was dołączyć?
Oczywiście i jak najbardziej, można do nas dołączyć. Ciągle szukamy wolontariuszy. Osób, które chciałyby podzielić się swoimi zainteresowaniami, zdolnościami, miłością i oczywiście swoim czasem wolnym. Można pisać do nas, dzwonić i umawiać się na spotkanie, podczas którego wszystko dokładnie wytłumaczymy zainteresowanym. Zapraszamy na naszą stronę internetową.
Anna Borowiak prywatnie.
Ulubiony film?
Nie mam jednego ulubionego filmu. Ogólnie lubię komedie romantyczne, kino familijne i przygodowe. Podczas świąt telewizor należy do mnie, bo wtedy właśnie jest najwięcej
filmów familijnych. Bardzo lubię też, jeśli w filmach biorą udział zwierzaki.
Muzyka?
Ulubiony zespół to Baciary, bo bardzo często jeździmy w góry.
Bardzo też lubię piosenkę Piasecznego "Chodź przytul, przebacz".
Poza tym od czasu do czasu robimy sobie z Włodkiem wieczór operowy, słuchamy operetki np. Arii Sandora.
Muzyka bardzo mnie odpręża, towarzyszy mi przy pracy, sprzątaniu czy gotowaniu. Czasami lubię też posłuchać sobie Disco Polo, nie mówię, że nie.
Miejsce, do którego chciałaby Pani wrócić?
Gliczarów! Tam zostałam poproszona o rękę. To były niezapomniane dwa tygodnie mojego życia.
Co uważa Pani za największą porażkę w swoim życiu?
Porażek raczej nie chce się pamiętać...
Nie wiem czy akurat to można uznać za porażkę, ale... powiedziałabym, że bezsilność i niezdolność poradzenia sobie ze śmiercią moich rodziców. Oboje odeszli zbyt wcześnie.
Największy sukces?
Taki osobisty to, na pewno urodziny mojego syna. Rodziłam go 10 dni, więc myślę że całkiem nieźle sobie poradziłam.
Poza tym sukcesem moim i fundacji jest to, że od 26 października 2009 roku jesteśmy organizacją pożytku publicznego.
Mówi się, że kobiety nie lubią być pytane o wiek...
Ja nie mam z tym problemu. Mam 39 lat, ale czuję się na 18.
Pani marzenie?
Moim marzeniem jest pomóc pewnemu mężczyźnie. Pan ten nie ma obu nóg i zrobię wszystko żeby za pośrednictwem naszej fundacji kupić mu protezy.
Tutaj pomóc mogą nasi inowrocławianie, wystarczy podarować 1% podatku dochodowego.
A takie nie związane z fundacją?
Na to jeszcze przyjdzie czas, ale... ślub z Włodkiem.
Rozmawiała Joanna Śliwczyńska
|
| Komentarze internautów [5]: |
| |
2010-02-02 00:51:53 | |
Gratuluję sukcesu!!! i mam nadzieję, że w tym roku będzie więcej uzbieranych pieniędzy dla potrzebujących! pozdrawiam. |
|
| | |
2010-02-01 21:23:02 | |
Ja osobiście zawsze podziwiam za sile, energie i chęci :)
Powiem krótko cudowna kobieta!
Dalszych sukcesów;* |
|
| | |
2010-02-01 20:46:40 | |
znam Panią Annę osobiście i mogę powiedzieć, że to super kobietą, życze sukcesów w dalszym spełnianiu marzeń związanych z fundacja jak i sukcesów w życiu osobistym :) |
|
| | |
2010-02-01 08:22:14 | |
Jest wspaniałą kobietą! To wyróżnienie jest zasłużone. Gratulacje! |
|
| | |
2010-01-31 23:10:15 | |
Witam!
Takich fundacji powinno być więcej,
widać jak Pani Anna Borowiak się stara. Jak opiekuje się swoją Fundacją.
Gratuluję Pani Takiego sukcesu i życzę powodzenia w dalszej działalności fundacji oraz życzę tego, by Pani marzenie spełniło się w zupełności i każdy kto potrzebuje pomocy nie bał sie o tym Pani powiedzieć, by mogła mu Pani pomóc.
Należą się Pani podziękowania z całego serca za tak niesamowity efekt!
Dobrej pracy Pani jak i świetnych wolontariuszy(25) oraz podziękowania dla tych, którzy pomagają Pani, by Fundacja się dobrze rozwijała.
Pozdrawiam! |
|
|
| | |
Portal internetowy Ino-online.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść prezentowanych opinii. Użytkownik dokonujący wpisu na łamach portalu, może ponieść za jego treść odpowiedzialność cywilną bądź karną. | |
| | | |
|
|